LiP Himalaya CALENDRIER – recenzja

Nowe, warte uwagi, Recenzje, Zegarki

Lip to jeden z najstarszych i największych francuskich producentów zegarków, która rozpoczęła działalność w 1867 r. Kiedy w 1954 roku francuski alpinista i polityk Manuel Herzog zdobył jeden ze szczytów Himalajów – Annapurnę, mając na ręku zegarek firmy LIP, Fred Lip postanowił upamiętnić go i nazwać jeden z modeli zegarków mianem pasma górskiego.

W swojej kolekcji posiadam trzy zegarki marki LiP (uwaga: sławy dalej kolekcjonuje) Pierwszym był właśnie Himalaya z kwarcowym mechanizmem. I właśnie od niego zaczęła się moja przygoda z marką. Drugim jest LiP z kolekcji marinier z obłędną niebeską tarczą. Trzecim w kolejności jest właśnie recenzowany przeze mnie CALENDRIER o numerze referencyjnym 671589.

Z ciekawostek napiszę, że w 1904 roku Ernest Lipmann poprosił Pierre’a i Marię Curie, aby znaleźli materiał, który umożliwi odczytanie czasu w ciemności. Dzięki tej współpracy marka LiP opracowała pierwsze fosforyzujące i radioaktywne tarcze na bazie radu.

Zegarek LIP Himalaya 671589

Zegarek LIP Himalaya 671569

Pamiętam jak kolega powiedział mi, gdy pokazał na zdjęciu Lipa – nie zawiedziesz się. I miał rację to prawda. Po tygodniu noszenia, sprawdzania i zastanawiania się czy warto podzielić się z Wami wrażeniami, doszedłem do wniosku, że warto. Na początek trochę danych o samym zegarku. Koperta wykonana ze stali szlachetnej o rozmiarze 40mm, mechanizm automatyczny analogowy Miyota 9122, częstotliwość drgań 28800 na godzinę, na 26 kamieniach z rezerwą chodu 40 godzin. Szkiełko jest szafirowe. Tarcza jest koloru czarno-białego ze srebrnymi arabskimi cyframi, datą na godzinie 6 i licznikiem dni tygodnia oraz miesiąca. Czyli jak pewnie większość z czytających pomyśli, szału nie ma. Standard na czasie oraz klasyka, bez zbędnych udziwnień.Tak zgodzę się klasyka ale z ciekawostek napiszę, że w 1914 roku podczas trwania I Wojny Światowej zegarki LiP wspomagają prowadzenie ognia przez francuską artylerię i lotnictwo, dzięki precyzyjnemu odmierzaniu czasu.

Moje pierwsze wrażenia gdy wziąłem lipa po raz pierwszy do ręki, były bardzo pozytywne. Pewnie ameryki nie odkryje, ale przecież szukamy zegarka, który polubimy albo znienawidzimy, zegarka, o którym nie powiemy „nie ma między nami chemii”. W tym przypadku zaiskrzyło i zdecydowałem się na zakup. Nie skromnie dodam, że sir Winston Churchill w 1948 roku otrzymał w podziękowaniu zegarek marki LiP z mechanizmem T18. Firma także podarowała inny model generałowi Charlesowi De Gaulle’owi, który był pierwszym zegarkiem z elektrycznym napędem balansu, a który firma LiP opatentowała w 1952 roku. I co ważne generał nosił go codziennie by zademonstrować zdolności innowacyjne Made in France. Współcześnie produkt francuskiego producenta nosił Bill Clinton, były prezydent USA. Kto ma ochotę sprawdzić jak wyglądają to w necie jest dostępna reedycja tych zegarków.

Szukając zegarka to chciałbym, żeby był po pierwsze uniwersalny, zegarka do noszenia na co dzień do garnituru i luźnego weekendowego stroju. Oczywiście każdy z nas pracując, czy uprawiając sport ma swoje preferencje zegarkowe i oczywiście ja nie założę automatu na rower J. Chociaż znam takich co do garnitury potrafią założyć g-shock i to jeszcze dwa rozmiary większy niż nadgarstek. Staram się szukać zegarka bez zbędnych bajerów i dodatków. Zegarka, który oprócz pokazania aktualnego czasu, pokaże datę, dzień tygodnia. Zegarka, który będzie wyróżniał się wśród innych, a że na moim nadgarstku maksymalna średnica koperty wynosi 40 mm więc przy swoich poszukiwaniach kieruję się także wielkością koperty, to wynika także z mojej działalności zawodowej. Ten model LiP charakteryzuje się niezłym designem, połączenie czarnej tarczy z białymi subtarczami z nazwą dnia i miesiąca i srebrnymi cyframi nawiązuje do sportowego charakteru czasomierza, co mi, nie powiem bardzo się spodobało.

Zegarek LIP Marinier Automatic 671363 + ręcznie robiony pasek

Zegarek LIP Rallye 671800 + pasek ze skóry impregnowanej woskiem pszczelim

Jedyne czego mi brakuje to okolicznościowego dekla jeżeli producent chciał upamiętnić zdobycie jednego ze szczytu Himalajów. Drugie pytanie dlaczego właśnie Himalaya, a nie właśnie Annapurna? Wracając do omawianego egzemplarza, nigdy nie przepadam za przeszklonym deklem, ale ostatnimi czasy wytworzyła się jakaś moda na szklane dekle, które tak de facto według mnie nic nie wnoszą, ale co kto lubi, bo w moim przypadku open heart jest passe. W zegarku w Lipie wymieniłem tylko pasek, też pod zapięcie motylkowe, z uwagi na to, że według mnie oryginalny pasek producenta na końcach jest za gruby.

2 komentarze do “LiP Himalaya CALENDRIER – recenzja”

  • Trzeci Muszkieter napisał/a:

    Autor zadał dobre pytanie: „dlaczego właśnie Himalaya, a nie właśnie Annapurna?” A gdyby tak Lip wyprodukował zegarek o wdzięcznie brzmiącej nazwie Annapurna? Nosiłbym. Oczywiście pod warunkiem, że tego nie spieprzą, ale patrząc na ich selekcję modeli byłbym gotów zaryzykować i kupić taki model w ciemno, jak kota w worku. A jakby uczynili z tego modelu flagowca? Mogłoby być globalny sukces! Bądź co bądź historia ciekawa i warta nie byle jakiego upamiętnienia. Może to jest pomysł? Może mógłbym liczyć na tantiemy autorskie?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć tych tagów i atrybutów HTML:

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>